sobota, 24 listopada 2007

Zimowo, ale nie zimno



Zdarzyło mi się powiedzieć rok czy dwa temu, że zima w Krakowie jest okropna. Jakże się teraz ganię za to stwierdzenie! Przytrzaskuję zgredkowe uszy drzwiczkami od piekarnika! Ależ nie! Tydzień temu się po prostu rozpływałam... Zamiast wydeptaną ścieżką biegłam przez największy śnieg ciesząc się jak dziecko. Gdzieś w oddali lawirował rower a na nim Ula :) I dzieci. Dzieci zimną są przecudowne! Wiek: właśnie stawiam pierwsze kroki. Wzrost: zwisające na sznurku rękawiczki ciągną się jeszcze po ziemi. W grubych kurtkach wyglądają jak kolorowe kule, co chwile lądujące w śniegu. Czerwone policzki - ich widok kojarzy mi się z moimi wyjściami kiedy nawet zamarznięte stopy nie były w stanie skłonić do powrotu do domu. I te coroczne próby wybudowania iglo... Za każdym razem wierzyliśmy, że tym razem nam sie uda i nic. Ale te fundamenty, które stworzyliśmy, choć marne, trwały jeszcze długo po tym jak śnieg dookoła zniknął.


Buduję w życiu takie solidne fundamenty, tylko jeszcze nie udało mi się tej budowy dokończyć. Wiara ciągle jest...
"Coś mi mówi, że jestem o krok od podjęcia błędenj decyzji, lecz błędy też są sposobem działania. Czego świat ode mnie chce? Żeby nie ryzykować, wrócić do punktu wyjścia, bez odwagi powiedzenia życiu "tak"?"
...
Bez odwagi usłyszenia "nie"?...