czwartek, 13 września 2007

Changes

Czas na zmiany. Krok w dorosłość zaliczyłam już 3 lata temu, ale nie był do końca postawiony. Dorosłość przychodzi jak zaczynają się schody. Do tej pory pokonywałam je z łatwością, ale kiedy pozostawienie spraw swojemu biegowi nie wystarcza i trzeba się nieźle namęczyć, robi się gorąco... Ja jestem już w fazie wychładzania, ale temperatura wciąż ponad normę. Fala przyjazna, z której trzeba korzystać, jak radzi Schakespeare, jest. Teraz trzeba zmobilizować działania, odstawione na 3-miesięczny urlop i będzie znowu szczęście!

We gotta make a change...
It's time for us as a people to start makin' some changes. Let's change the way we eat, let's change the way we live and let's change the way we treat each other. You see the old way wasn't working so it's on us to do what we gotta do, to survive.
That's just the way it is. Things'll never be the same. That's just the way it is...
(2Pac Changes)

A teraz z innej beczki:
Macie swojego małego wielkiego człowieka? Ja mam! Wspólne śmiechy, wyrazy zbulwersowania, krzyki, tajemnice, wsparcie i wzrok, który mówi wszystko. Jak trzeba - zdrowy kopniak w 4 litery. Dzięki niej byłam rekrutowana na studia.
Przy wielu ludziach czuję odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za nich. Przy niej mogę wyluzować, bo niczym starsza (choć mniejsza) siostra pilnuje wszystkiego. Jak ma schizy i jest wkurzająca - to dobrze. Świadczy to o tym, że mimo swoich wielu szczególnych umiejętności jest normalnym człowiekiem.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

No no no... Przeczytałam i muszę przyznać,że jestem mile zaskoczona. Co bardziej ten tekst połechtał moją czipusiową próżność:D Teraz czuje się niczym prawdziwa Matka Teresa i mam ochotę cały świat wziąć pod swoje skrzydła, a raczej łapki.Nie no, lubię pomagać, ale też nie jestem w tym za dobra...Czasem nie mam zielonego pojęcia jak komuś pomóc, co doradzić(zwłaszcza teraz kiedy o Ciebie chodzi). Czasem tak po prostu brakuje mi odwagi żeby działać, wtedy wolę zaszyć się w swojej norce i udawać, że nic nie widzę...Hmmm z tym kopem w 4 litery to potrafię przesadzić i Ty o tym dobrze wiesz:D Nie lubię tego, a wręcz nie umiem otwarcie mówić do kogoś co robi źle i jak bardzo mi się to nie podoba.Chociaż teraz( po 3 latach mieszkania z Tobą)idzie mi coraz lepiej. No cóż, nie wierzyłam, że moje rady potraktujesz serio.Myślałam, że one krążą wokół Twojej głowy, ale nigdy tam nie docierają. Ale teraz dałaś mi najlepszy dowód na to , że jednak w jakimś (nawet całkiem sporym) stopniu istotne jest to co mówię. Kurczę pogmatwane to wszystko i trudne...Na koniec tej nieskładnej paplaniny napiszę, że cieszę się, że pomimo paru dość nieprzyjemnych incydentów i kolesi nasza przyjaźń nie schrzaniła się.
SW zwany także czipusiem:*